admin dnia 23 kwietnia 2011

PODO to pierwsza w Polsce porównywarka wizualna buty produktów wykorzystujący technologię wizualnego porównywania produktów. W serwisie PODO zgrupowano ofertę kilkudziesięciu tysięcy butów z największych polskich sklepów internetowych. Klawisz PODO po wybraniu interesujących nas kryteriów, zaprowadzi nas do wszystkich stron z butami, których poszukujemy. Znajdziemy tu wszelkiej maści baletki, sandałki, kalosze, kozaki, rozmaite buty sportowe czy czółenka, które dodatkowo możemy sortować pod kątem ulubionej przez  nas marki, wysokości obcasa, koloru czy kształtu podeszwy. Możemy też poczytać opinie innych użytkowników na temat produktów i uczestniczyć w sieciowych wyprzedażach.obuwie Chcesz przed pojawieniem się na plaży zadbać o formę i potrzebujesz doskonałej jakości butów do biegania, fitnessu czy do gry w tenisa? PODO z pewnością znajdzie je dla Ciebie. PODO znacznie ułatwia i przyspiesza robienie zakupów on-line, będąc jednocześnie doskonałym narzędziem wsparcia dla polskich sklepów internetowych.

admin dnia 23 kwietnia 2011

Dobrze byłoby, gdybyśmy kontynuowali naukę angielskiego aż do tego ważnego momentu, gdy uzyskamy dokładnie takie rezultaty, którymi jesteśmy zainteresowani. Niestety często tak się nie dzieje i przerywamy proces przyswajania angielskiego na zbyt wczesnym etapie, by nasz słownik uległ poszerzeniu. Narzekamy potem, że nauka języków nie jest dla nas, a my sami jesteśmy antytalenciami w tej dziedzinie. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele. Mogliśmy stracić naszą motywację nawet dlatego, że nasz słownik angielskiego nie był dla nas wystarczająco zrozumiały i nie podawał tak ważnych dla zrozumienia języka obcego przykładów zastosowania słowa. Mogło też być tak, że nie dostaliśmy od nikogo (ani sami nie byliśmy w stanie zaobserwować czy tak się stało) informacji na temat naszych postępów w nauce. Bardzo ważna jest taka informacja zwrotna także w dziedzinie, jaką jest angielski i konieczne jest jej otrzymywanie. Niestety jeśli nie wiemy, czy dobrze nam idzie (bo nikt nam tego nie mówi) to nasza motywacja do nauki spada, a słownik angielsko polski i inne pomoce naukowe idą w odstawkę. Mogło nam także zabraknąć motywacji ze względu na brak rozsądnego planu nauki lub nierealizowanie go.

admin dnia 27 października 2010

Foka szara w Morzu Bałtyckim nie powróciła do dawnego stanu liczebnego ani do swoich historycznych siedlisk, m.in. na polskim wybrzeżu, i dlatego tak ważne są działania, które uświadomią Polakom dlaczego powinniśmy ją chronić
Tłum zebrał się wokół foki, która wyszła na plażę. W innych krajach nadbałtyckich istnieją rezerwaty, gdzie foki znajdują bezpieczne schronienie. W Polsce takich miejsc nie ma. W momencie gdy foka musi wyjść na brzeg, zastaje tłumy turystów. Raz wystraszona foka nie chce wracać do miejsca, z którego została wypłoszona
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Tłum zebrał się wokół foki, która wyszła na plażę. W innych krajach…
Tekst “Nie oddawajcie fokom domu” opublikowany w “Gazecie Wyborczej” (21 grudnia 2009 r.) wywołał nasze zaniepokojenie i zdziwienie. Autorzy tekstu przedstawili w nim zarzuty podważające zasadność prowadzenia przez WWF Polska działań na rzecz ochrony fok szarych. Podpisani pod artykułem naukowcy specjalizują się w różnych dziedzinach niezwiązanych bezpośrednio z ochroną ssaków bałtyckich. Niestety – prawdopodobnie w efekcie dość pobieżnej analizy prowadzonych przez WWF działań – nasz projekt realizowany we współpracy ze Stacją Morską Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego w Helu (jedyną placówką w Polsce, która zajmuje się badaniami i działaniami na rzecz ochrony foki szarej i morświna) został oceniony stronniczo i nierzetelnie. Przy tym wiele informacji podanych w artykule jest nieścisłych lub błędnych.

Autorzy tekstu krytyce poddają prowadzoną przez WWF kampanię medialną zwracającą uwagę Polaków na problemy związane z ochroną fok na polskim wybrzeżu, ignorując przy tym zupełnie fakt, że jest ona jedynie elementem całego spektrum działań. Piszą przy tym, wbrew prawdzie, że jest ona finansowana ze środków UE. Tymczasem kampania “Pozwól mi wrócić do domu!” jest realizowana dzięki funduszom własnym międzynarodowej organizacji ekologicznej WWF i dzięki wsparciu partnerów medialnych, z których wielu zaangażowało się w akcję na zasadzie pro bono. Akcja potrwa kilka miesięcy i ma pomóc w edukacji Polaków.

REKLAMY GOOGLE

* 15zł za Wykwintną Kolację
Najlepsze Restauracje we Wrocławiu Sprawdź Niesamowite Oferty Dnia!
www.GROUPON.pl/Wroclaw
* Plan działań
Czy złożyłeś już w UKE Plan działań w sytuacjach zagrożeń?
www.zgodnosc.pl
* Ochrona Środowiska
Chcesz wiedzieć wszystko o ochronie środowiska? U nas się dowiesz!
www.ekologiasrodowiska.pl

Po pierwsze, uświadomić Polaków

Chociaż autorzy tekstu krytykują kampanię WWF, to jednocześnie przyznają, że foki goszczą czasem na polskim wybrzeżu i że nie należy ich wówczas płoszyć, spychać do wody itp. Tymczasem właśnie jednym z głównych celów kampanii medialnej WWF jest pokazanie Polakom, jak te zwierzęta należy traktować, jeśli pojawią się na plaży. Tym samym wspieramy też działania edukacyjne, które do tej pory prowadziła wyłącznie Stacja Morska i nadmorskie parki narodowe oraz krajobrazowe. Okazuje się bowiem, że według badań wykonanych przez MillwardBrown SMG/KRC na zlecenie WWF Polska przed kampanią 60 proc. Polaków wciąż nie wiedziało bądź nie było pewnych, czy w Bałtyku żyją foki szare. Co trzeci Polak uważał, że fokę znalezioną na plaży powinniśmy polewać wodą. Aż dwie trzecie Polaków nie zdawało sobie sprawy, że zagrożeniem dla przetrwania foki jest nieodpowiednie zachowanie ludzi! Trudno więc polemizować z potrzebą prowadzenia kampanii edukacyjnej w tym obszarze. Jednocześnie język kampanii, który także został poddany krytyce autorów tekstu, nie jest kierowany do środowiska naukowego, ale do całego społeczeństwa. To język współczesnych mediów, który musi odpowiadać potrzebom i zainteresowaniom dzisiejszego ich odbiorcy.

Oprócz kampanii medialnej WWF prowadzi wieloletni projekt we współpracy ze Stacją Morską w Helu, który jest współfinansowany ze środków unijnych. Niestety o tym projekcie autorzy tekstu już nie wspominają. Jest to przedsięwzięcie, którego istotną częścią jest czynna ochrona foki szarej, a jego celem jest m.in. bezpośrednie wsparcie ochrony czynnej ssaków bałtyckich prowadzonej przez Stację Morską w Helu, gromadzenie danych o występowaniu fok szarych, identyfikacja zagrożeń dla ich życia, przygotowanie planów ochrony tego gatunku, akcja edukacyjna na polskich plażach oraz weryfikacja obszarów morskich Natura 2000 pod kątem potrzeb ssaków bałtyckich. Podjęcie tych działań jest związane z obowiązującym prawem UE nakazującym krajom członkowskim ich przygotowanie i wdrażanie.

Po drugie, stworzyć foczy rezerwat

Autorzy tekstu uważają, że fokom szarym “nie należy oddawać polskiego wybrzeża”, bo “optymalne” środowisko dla życia mogą znaleźć w Skandynawii. Skandynawskie wybrzeża rzeczywiście są fokom przyjazne, bowiem Skandynawowie “pozwolili fokom wrócić do domu”. Liczba powołanych tam foczych rezerwatów budzi podziw. Jednak domem tych zwierząt były kiedyś także polskie i niemieckie brzegi Bałtyku, gdzie jeszcze sto lat temu foki szare licznie występowały i rozmnażały się bez przeszkód. Ale tu po prostu wytępił je człowiek. Do dzisiaj w Polsce nie ma też ani jednego rezerwatu dającego fokom schronienie.

Przerzucanie na Skandynawów obowiązku ochrony siedlisk fok szarych i unikanie własnej odpowiedzialności za status zagrożonego gatunku jest nie na miejscu i jesteśmy przekonani, że nikt w świecie polskiej nauki zajmujący się ochroną przyrody takiego postulatu nie potraktowałby poważnie. Jest to też niezgodne z zaleceniem przyjętym w 2006 roku przez Komisję Helsińską (HELCOM), w którym napisano, że działania w odniesieniu do ochrony foki szarej żyjącej w Morzu Bałtyckim muszą być podejmowane przez wszystkie strony konwencji (w tym Polskę). Komisja zaleca m.in. opracowanie i wdrożenie krajowych programów monitorowania populacji, a także określenie i ustanowienie sieci obszarów ochronnych. Ich efektem ma być wzrost populacji fok szarych oraz powrót tego gatunku na obszar jego dawnego występowania, w tym na polskie wybrzeże, na którym foki występowały, lecz zostały w XX wieku wybite przez człowieka.

Niestety na polskim wybrzeżu wciąż brakuje wyznaczonych siedlisk dla fok szarych. Foki korzystają na razie z rezerwatu ptasiego Mewia Łacha położonego u ujścia Wisły. W 2009 roku na Mewiej Łasze przebywało około 13 tych zwierząt. Historycznym i potencjalnym siedliskiem fok szarych jest też Ryf Mew i Cypel Helski oraz plaże parków narodowych (Słowińskiego i Wolińskiego). Jednak wciąż żadne z tych miejsc nie jest foczym rezerwatem i o jego stworzenie WWF zabiega wspólnie ze Stacją Morską w Helu.

Z poglądami autorów tekstu, którzy podważają sens działań na rzecz powrotu fok szarych na polskie wybrzeże, nie zgadza się dr Henning von Nordheim, specjalista ds. ochrony środowiska morskiego, były członek HELCOM, dziś pracujący w Niemieckiej Agencji Ochrony Przyrody: – Polska, podobnie jak Litwa i Niemcy, ma obowiązek stworzenia warunków dogodnych do bytowania fok szarych na polskim wybrzeżu. Foka szara w Morzu Bałtyckim nie powróciła do dawnego stanu liczebnego ani do swoich historycznych siedlisk, m.in. na polskim wybrzeżu, i dlatego tak ważne są działania, które uświadomią ludziom w Polsce, Niemczech i na Litwie, dlaczego powinniśmy ją chronić. Człowiek, który wybił foki na południowym wybrzeżu Bałtyku, nie powinien teraz im przeszkadzać w powrocie i ponownej kolonizacji ich dawnych siedlisk, skoro jest to możliwe.

Po trzecie, młodzi są na tak

Autorów tekstu irytuje też “organizowanie błękitnych patroli”. W ich opinii jest ono “działaniem, które zniechęci młodych ludzi do angażowania się w akcje prośrodowiskowe”. W rzeczywistości Błękitny Patrol WWF pełni bardzo ważną funkcję w zbieraniu informacji na temat fok szarych. Olbrzymie zainteresowanie mieszkańców wybrzeża udziałem w tym przedsięwzięciu przeczy obawom krytyków. Żaden z ostatecznie wybranych 40 wolontariuszy, w różnym wieku i wykonujących różne zawody, nie czuje się zniechęcony wizją patrolowania wybrzeża przez kolejne 48 miesięcy. Dzięki ich bezinteresownemu zaangażowaniu uda się zgromadzić wiele istotnych informacji na temat obecności bałtyckich ssaków na polskim wybrzeżu i pomóc zwierzętom, które – chore bądź po prostu zmęczone – miałyby bez tych ochotników znacznie mniejsze szanse na przeżycie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Tagi:

admin dnia 18 stycznia 2010

Goryle – nasi krewniacy?

Wciąż  trwają badania bimolekularne, które mają pomóc znaleźć nam odpowiedź na to dręczące nas od lat pytanie. Obecnie przodków goryli i szympansów zalicza się do grupy człekokształtnych, ludzi zaś do człowiekowatych. Istnieje jednak szansa, że trzeba będzie znieść ten podział…

Skąd wzięła się nazwa? Goryl to w języku tubylców zamieszkujących obszary występowania tego zwierzęcia „kudłaty człowiek”. Do Europy przyniósł tą nazwę antyczny żeglarz i odkrywca z Kartaginy.

Rząd naczelnych jest bardzo różnorodny i liczy współcześnie około 233 gatunki. Najmniejszy przedstawiciel liczy sobie ok. 31 gram, czyli nie wiele więcej niż mysz domowa. Goryl jest największy, przybiera nawet 220 kilogramów. Grupuje się je w 3 podgatunki, wszystkie żyją na kontynencie afrykańskim. Ich domem są gorące lasy deszczowe.

Goryl nizinny jest najbardziej znany. Goryl nizinny zachodni jest najmniejszy i przybiera wagę około 180 kg, jest najczęściej spotykanym gatunkiem pokazywanym w ZOO. Goryl nizinny wschodni, większy od kuzyna waży nawet 220 kilo. Jego ubarwienie jest ciemniejsze i występuje w lasach Afryki Centralnej.

Goryl górski – największy i najmniej liczny. Waga tego reprezentanta sięga prawie 230 kilogramów. Zaobserwować go można na pograniczu Zairu, Ugandy i Rwandy, czyli w okolicach wulkanu Virunga. Posiada ciemniejsze i dłuższe owłosienie niż rodzina zamieszkująca niziny. Wynika to oczywiście z zimniejszego klimatu. Ich ciała są smuklejsze, głowa wyraźnie zaznaczona, a przegroda nosowa znacznie szersza.

Patrząc na te dostojne zwierzęta nie trudno uwierzyć, że być może kiedyś… przed milionami lat byliśmy ze sobą bardzo spokrewnieni. Goryle łączą silne więzi „rodzinne”. Może to spuścizna po naszych przodkach?

Tagi: , ,

admin dnia 18 stycznia 2010

Dogoterapia – korzyści

Na świecie powstają organizacje, które specjalizują się w szkoleniu psów do pracy z potrzebującymi ludźmi. Ich wpływ na ludzką psychikę jest zbawienny, co dostrzega szereg krajów: Kanada, Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania. Polska do tej pory jednak nie docenia jeszcze zbawiennej mocy dogoterapii, i nie jest ona tak szeroko propagowana, jak w powyższych państwach.

Każdy pies, przed tym, jak zostanie terapeutą, przechodzi wiele testów i szkoleń. Opiekują się nimi wolontariusze, pragnący pomagać innym ludziom i pracować ze zwierzętami.

Przed tym, jak pies trafia do określonej placówki, domu dziecka czy domu opieki, musi ukończyć kurs posłuszeństwa, kurs próby pracy, przejść badania weterynaryjne.

Na świecie psy pracują w różnych placówkach. W Kanadzie jest dostępnych około 2,5 tysiąca wolontariuszy z psami, w Los Angeles psy pomagają chorym na AIDS i nowotwory. Tam też istnieją organizacje udzielające fachowej pomocy chętnym wolontariuszom pragnącym nieść pomoc innym.

Psy niosą swoją pomoc zarówno z domach dziecka, domach opieki, ośrodkach karnych, domach wychowawczych. Wszędzie tam, gdzie obcują z człowiekiem zauważa się ich pozytywny wpływ na stan psychiczny człowieka, na którego ustach częściej gości uśmiech. Ich chęć do życia wzrasta, stają się bardziej aktywni, chętniej podejmują walkę z chorobą, stają się mniej agresywni, mają świadomość bycia komuś potrzebnymi, uspokajają się, chętnie się przytulają do miłego zwierzęcia, a więc wydobywają z siebie naturalne, pozytywne ludzkie odruchy z miejscach, gdzie często zapomina się o tym, jak ważna w ludzkim życiu jest miłość i poczucie bliskości.

Tagi: , ,

admin dnia 18 stycznia 2010

Chomik w domu

Kiedy z różnych względów, choćby z tego, że sporą część dnia przebywamy poza domem i nie moglibyśmy zapewnić zwierzęciu częstych spacerów, nie możemy się zdecydować na posiadanie psa a nasze dziecko pragnie mieć zwierzątko, możemy zastanowić się nad tym, czy wspaniałym towarzyszem nie okaże się chomik.

Chomik jest gryzoniem i jak każde zwierzę wymaga odpowiedniej pielęgnacji, codziennego karmienia, opiekowania się nim, poświęcania mu czasu i czyszczenia jego klatki.

Chomik uzna za swojego właściciela tego domownika, który poświęca mu najwięcej uwagi, dlatego jeśli będzie go karmiło dziecko, bawiło się z nim to właśnie ono będzie traktowane z największym uznaniem ze strony tego małego gryzonia.

Chomik szybko przyzwyczaja się do nowego otoczenia i darzy człowieka zaufaniem, co daje się zauważyć wspinaniem się po ręce tego domownika, który poświęca mu najwięcej czasu.

Chomik to wdzięczne zwierzę, które każde dziecko lubi obserwować. Gryzoń nie pozostaje dłużny i robi śmieszne miny i pozy, które większość dzieci bardzo rozśmiesza. Te małe zwierzęta lubią się ukrywać w zakamarkach, dlatego w trosce o jego samego nie warto wypuszczać go poza klatkę. Lepiej zaopatrzyć ją w przedmioty, które zapewnią chomikowi wspaniałą zabawą. Niewątpliwie uszczęśliwi go kołowrotek, w którym większość chomików lubi spędzać wiele czasu kręcąc się bawiąc się przy tym znakomicie. Już samo patrzenie na dobrze bawiące się zwierzę poprawia humor obserwującego.

Równie śmiesznie wygląda widok zapychających policzków chomika. W ten sposób mały gryzoń zostawia sobie na potem porcję pokarmu, którą może w każdej chwili zjeść.

Jedną z wad posiadania tego zwierzątka jest to, że chomik prowadzi nocny tryb życia. Z tej też przyczyny odradzamy umiejscowienie klatki w pobliżu łóżka. Zdarza się bowiem często, że chomik godzinami bawi się w kołowrotku. W dzień natomiast lubi spać. Aby zatem wzajemne relacje ze zwierzęciem były pozytywne, jego mieszkanko powinno znajdować się w takim miejscu, w którym aktywny w nocy chomik nie będzie przeszkadzał właścicielom w spaniu i by śpiącemu w ciągu dnia małemu gryzoniowi zapewnić odpowiednie warunki do snu i wypoczynku.

Tagi: , ,

admin dnia 18 stycznia 2010

Jak pielęgnować właściwie kocie kły? Nie jest to trudne, jak może się nam wydawać z początku. Właściwa higiena zębów kocich, nie jest przeznaczona jedynie dla rasowych kotów wystawowych. Również o zęby naszego dachowego mruczka powinniśmy właściwie dbać.

Koty podobnie jak ludzie posiadają najpierw zęby mleczne, a później stałe. W trzecim tygodniu życia pokazują się już pierwsze zęby mleczne, zęby stałe wyrzynają się w trzecim i czwartym miesiącu życia. Wszystkie zęby stałe powinny się wyrznąć do szóstego miesiąca. Na komplet zębów stałych powinniśmy czekać około pół roku.

Wiadomo, że koty, zwłaszcza, te, które nie są przyzwyczajone do sprawdzania jamy ustnej, mogą tego w późniejszym okresie nie lubić tego. Dlatego najlepiej przyzwyczajać zwierzaka do regularnego sprawdzania jamy. Im wcześniej go do tego przyzwyczaimy, tym lepiej będzie to znosił w późniejszym okresie.

Zabiegi w jamie ustnej trzeba wykonywać już jak najwcześniej, pupil się przyzwyczai z czasem, zwłaszcza jeśli będziemy odpowiednio postępować. Po każdym taki zabiegu należy naszego milusińskiego odpowiednio nagrodzić. Wówczas, mimo zabieg nie należy do jego najprzyjemniejszych chwil, nasz kotek będzie go wspominał pozytywnie, ze względu na późniejszą nagrodę. Będzie mu się miło kojarzyć, jeśli po zabiegu zostanie pogłaskany lub dostanie swój ulubiony smakołyk.

Takie właściwe nagradzanie w odpowiednich momentach, będzie korzystnie wpływało na zachowanie naszego milusińskiego. Pierwsza podstawowa zasada, to niestosownie past. Które przeznaczone są dla ludzi. Wiadomo, że kot może połknąć podczas zabiegu pastę. Pasta dla ludzi, może okazać się dla niego niebezpieczna.

Pasta, którą będziemy używać do zabiegów, powinna pochodzić ze specjalistycznego sklepu i powinna być przeznaczona dla zwierzęcia. Takie pasty mają, jedną podstawową cechę, odróżniającą ją, od innych past. Jest strawna, więc nawet jeśli nasz pupil połknie nawet odrobinę pasty, nic mu się nie stanie. Dodatkowym atutem tego rodzaju past jest ich smak. Uwaga pasty dla naszych pupili są o tyle praktyczne, że są o smaku wołowiny, kurczaka czy też krewetek.

Który z naszych zwierząt, oprze się takiemu zapachowi. Dla tych bardziej opornych na tego rodzaju zabiegi, można zakupić specjalne pasty enzymatyczne, które nanosi się na powierzchnię zębów i nie trzeba już szczotkować ich. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, zwłaszcza dla starszych kotów, które na przykład przygarnęliśmy, kiedy już były odchowane.

Tagi: , , ,